Sztuczna inteligencja w pracy technologa kontraktowego
Sztuczna inteligencja w interesujący sposób łaskocze naszą branżę zapewniając regularne dawki podziwu lub irytacji. Patrzę na jej rozwój z wąskiej perspektywy technologa kosmetyków i chcąc się podzielić drobnymi przemyśleniami, po cichu liczę, że czytając to zalęgnie się u Państwo pod wąsem cień uśmiechu.

Bo AI wpływa na naszą pracę, w zależności kto i w jakim celu tego używa:
1️⃣ naukowcy wykorzystują je do analizy tysięcy danych, których człowiek nie jest w stanie przestudiować, czego efektem jest powstanie np. nowych peptydów o działaniu na trądzik. Jest to zaiste piękny owoc wysiłku wspaniałych umysłów tego świata, który z radością wykorzystuję w pracy.
2️⃣ klienci, to już pogmatwana opowieść. ChatG.. stanowi dla nich szybkie źródło informacji o surowcach i trendach. Jak to się odbija na naszej pracy? Raczej nieładnie 😔 klient chce być blisko każdego etapu kreacji, dlatego edukuje się z AI, aby go nic nie zaskoczyło i aby “wesprzeć” technologa z którym współpracuje. Godne to i sprawiedliwe - naprawdę tak uważam! Ale…realnie generuje nam wiele dodatkowych godzin miesięcznie i bonusową migrenę, bo: wiedza AI o surowcach kosmetycznych jest powierzchowna, nie zna cen, dostępności, niekompatybilności.
Co z tego wynika? Godziny tłumaczenia dlaczego będzie za drogo, albo w wyniku zmiany nie będzie takiego samego efektu. Mówiąc wprost - niektórzy bardziej ufają Chatowi niż technologowi, który przez lata wykonał tysiące prób w laboratorium. Przykład z życia:
💠 kwas hialuronowy, retinol i niacynamid to nie są innowacyjne składniki chociaż tak o nich mówi Chat.
💠 akrylanów nie da się zamienić na gumę ksantanową i uzyskać tą samą sensorykę (ta wskazówka AI to mi dosłownie mowę odebrała).
Zdarza się, że klienci przychodzą do fabryki z recepturą zaprojektowaną przez Chat. Formulacja z grubsza ma sens, ale nigdy nie została wykonana i nie posiada potrzebnych badań. I to technolog, którego próbowano sprytnie ominąć w łańcuchu kreacji, musi poprawić niestabilną masę i obficie wytłumaczyć się z każdej najdrobniejszej korekty (“ktoś jadł z mojej miseczki!?”).
Na szczęście % takich przypadków jest nieduży i zostaje nam tylko przeczekać czas nadmiernej ekscytacji 😉




